Dwie połowy spotkania - dwie odsłony Arsenalu. Z początku bezsilni, niemrawi, jakby bez pomysłu na grę, pod koniec zaś zdeterminowani i zawzięci, Kanonierzy pokonali Czarne Koty na ich własnym terenie 2-1.
Spotkanie zaczęło się dość spokojnie. Goście, co prawda, próbowali zabrać się do ataku, ale gra za sprawą czujnych obrońców Sunderlandu toczyła się głównie w środku pola. Przewaga Arsenalu zaczęła się zwiększać dopiero po jakimś czasie, jednakże i wtedy próżno było szukać jakichkolwiek groźnych sytuacji podbramkowych.
Zamiast gradu bramek i wielkich emocji kibice byli świadkami przede wszystkim kontrowersji. Fani gospodarzy nie szczędzili w środkach na osądy pod adresem Pera Mertesackera. W 37. minucie gry Niemiec bowiem dotknął piłki ręką w polu karnym, lecz sędzia zdecydował się puścić grę, uznając, że jego zagranie było całkowicie przypadkowe.
W ostatniej minucie pierwszej części gry, obudziła się nadzieja w sercach fanów Arsenalu. Obrońcy The Black Cats sfaulowali tuż przed polem karnym Robina van Persiego. Rzut wolny, jaki wykonywał Mikel Arteta, daleki był jednak od perfekcji. Piłka odbiła się od muru i poszybowała w kierunku środka boiska. W tym też momencie arbiter główny postanowił zakończyć tę część spotkania.
Zaraz po przerwie The Gunners rzucili się do ataków, stwarzając sobie tym samym wyraźną przewagę. Niestety, na nic się ona zdała, wszak okazji na otwarcie wyniku dalej było jak na lekarstwo.
Najbliżsi strzelenia upragnionej bramki, podopieczni Arsene'a Wengera byli około 55. minuty gry, kiedy to kompletnie zamknęli rywali na ich własnej połowie i sukcesywnie posyłali zagrania w pole karne. Z dużej chmury mały deszcz - to stwierdzenie idealnie odzwierciedla ich rozpaczliwy szturm. Nadal 0-0.
W 60. minucie, gospodarze przejęli kontrolę nad grą i wyprowadzili akcję, której niewiele brakowało do powodzenia. Gdyby nie świetna interwencja Wojtka Szczęsnego, Craig Gardner na pewno cieszyłby się ze zdobycia bramki. Chwilę później Gardner raz jeszcze spróbował szczęścia i uderzył o wiele lepiej, niemniej Polak nie dał się zaskoczyć.
20 minut przed końcem regulaminowego czasu gry kibice śledzący pojedynek pomiędzy ekipami Arsenalu i Sunderlandu, doczekali się gola. Wszystko zaczęło się od Bacary'ego Sagny, który w okolicach swojego pola karnego podał piłkę Perowi Mertesackerowi. Niemiec przyjął ją, ale ułamki sekund później z grymasem bólu padł na murawę, co wykorzystał James McClean. Popędził on z piłką w stronę bramki Szczęsnego, by ostatecznie umieścić ją w jej prawym dolnym rogu. 1-0!
Niecałe pięć minut później na Stadium of Light było już 1-1! Obrońcy Sunderlanu zdołali zablokować strzał Mikela Artety, lecz wobec uderzenia Aarona Ramseya byli już bezradni, tak samo jak i bramkarz, Simon Mignolet. Golkiper gospodarzy mógł tylko popatrzeć, jak posłana przez Walijczyka piłka odbija się od obu słupków jego bramki, a potem bezpiecznie w niej ląduje.
W ostatniej minucie gry Thomas Vermaelen posłał w pole karne górną piłkę. Doszedł do niej i uderzył ją głową Robin van Persie, lecz bramkarz Czarnych Kotów spokojnie wyłapał ten strzał.
Gdy wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się remisem, a co za tym idzie - podziałem punktów, The Gunners dopięli swego! Wbiegającemu w pole karne Thierry'emu Henry'emu idealne dośrodkowanie z lewego skrzydła posłał Andriej Arszawin. Francuz nie zwykł marnować takich okazji... 2-1!
Kilka minut po tej akcji sędzia zażegnał nadzieje rywali Arsenalu na chociażby remis, gwidżąc w tym meczu po raz ostatni. Kanonierom bez wątpienia należy się pochwała za determinację i walkę do końca. Arsene Wenger zaś dokonał dnia dzisiejszego po raz pierwszy od dawna trzech w pełni udanych zmian. Ramsey - gol, Arszawin - asysta, Henry - gol. Czegóż chcieć więcej? Oby ta dyspozycja The Gunners trwała jak najdłużej!
Bramki:
McClean 70' - Ramsey (Arteta) 75'; Henry (Arszawin) 90+1'
Żółte kartki:
Campbell, Richardson - Rosicky
Sunderland: Mignolet - Bardsley, O'Shea, Turner, Richardson - Larsson, McClean, Colback, Sessegnon, Gardner - Campbell (Ji Dong-Won 87').
Rezerwowi: Westwood, Bridge, Meyler, Kyrgiakos, Elmohamady, Wickham, Dong-Won.
Arsenal: Szczęsny - Sagna, Koscielny, Mertesacker (Ramsey 72'), Vermaelen - Song, Arteta, Rosicky - Walcott (Arszawin 86'), van Persie, Oxlade-Chamberlain (Henry 66').
Rezerwowi: Fabiański, Gibbs, Coquelin, Ramsey, Arszawin, Benayoun, Henry.
Autorka: Allmysenses










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 































