Choć 1-2 to nie to samo, co 2-8, to i tak boli. The Gunners znów nie zdołali sprostać zadaniu, jakim było pokonanie Czerwonych Diabłów. Obie ekipy grały znacząco osłabione, co oczywiście nikogo nie usprawiedliwia. Zespół z Emirates ponownie na kolanach, trzeci raz pod rząd.
Na początku meczu, gospodarze za wszelką cenę próbowali wypracować sobie przewagę. Już w drugiej miniucie gry, Alex Oxlade-Chamberlain wywołał na lewym skrzydle nie lada zamieszanie i gdyby nie udana, ofiarna interwencja Jonathana Evansa, z pewnością mielibyśmy 1-0.
Po siedmiu minutach od pierwszego gwizdka sędziego, w dogodnej okazji znalazł się Aaron Ramsey. Walijczyk mocno uderzył piłkę z dystansu, lecz ta odbiła się od jednego z obrońców United, przez co straciła na tempie. Lindegaard nie miał ostatecznie problemów z jej wyłapaniem.
Kilka minut później, na lewym skrzydle Diabły zgotowały podopiecznym Wengera niespodziankę. Otóż, po lewej stronie boiska, na murawę padł Phil Jones, w związku z czym Theo Walcott mógł bezproblemowo przedostać się w pole karne przeciwników. Anglik owszem, zrobił to, lecz jego dogranie pozostawiało bardzo wiele do życzenia.
Wydawało się, że przewaga The Gunners wzrasta. Ich ataki były coraz częstsze, a kolejni zawodnicy próbowali pokonać Andersa Lindegaarda. Golkiper pracował jednak bardzo dokładnie, nie pozwalając rywalom na wpisanie się na listę strzelców.
Z czasem przewaga zespołu z Ashburton Grove malała. Posiadanie piłki, jak również inicjatywa przechodziła bardziej na stronę przyjezdnych, którzy jakby zyskiwali wiatr w żagle. W minucie numer 20, fantastyczną akcję przeprowadził duet Valencia-Giggs. Waliczyk koniec końców został jednak otoczony Kanonierami i nie miał komu dograć. Spróbował uderzyć na bramkę, ale Wojciech Szczęsny bardzo pewnie wyłapał futbolówkę.
Na dziesięć minut przed przerwą, szczęścia postanowił spróbować Nani. Uderzył on piłkę bardzo sprytnie w krótki róg bramki strzeżonej przez Szczęsnego, lecz ten nie dał się zaskoczyć.
Obu drużynom można było zarzucić niezwykłą niedokładność. Nawet cudownie zapowiadające się akcje, w większości przypadków odnajdywały swój koniec w najmniej spodziewanych momentach.
W 38. minucie gry, Tomas Rosicky popisał się świetnym podaniem do Aarona Ramseya, a ten od razu odegrał piłkę do Theo Walcotta. Reprezentant Synów Albionu niestety nie zdołał dograć piłki Robinowi van Persiemu.
Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, Czerwone Diabły wyszły na prowadzenie. Nani zagrał krótko do Giggsa, ten zaś dośrodkował piłkę w pole karne. Tam tylko czekał na nią Antonio Valencia, który bez najmniejszego problemu pokonał głową Wojtka Szczęsnego.
Drugą część gry znów lepiej zaczęli gospodarze. Ich ataki powinny były przynieść pożądany skutek. Gdy Tomas Rosicky świetnie wygarnął piłkę Smallingowi, wbiegł z nią w pole karne i oszukawszy bramkarza oraz ostatniego obrońcę przeciwników, podał ją Robinowi van Persiemu, wszyscy spodziewali się wyrównania. Niestety, Holender spudłował, choć miał przed sobą praktycznie pustą bramkę.
Kilka minut później, dwa razy w roli głównej występował Aaron Ramsey. Najpierw oddał świetny strzał, który niefortunnie minął bramkę Diabłów, a później próbował powtórzyć tę sztukę z lepszym skutkiem, ale na drodze stanął mu Patrice Evra. Defensor gości odbił futbolówkę łokciem we własnym polu karnym, ale sędzia nie zatrzymał gry.
Kanonierzy mieli w tym czasie jeszcze kilka sytuacji strzeleckich. Najbliższy wpisania się na listę strzelców był Alex Oxlade-Chamberlain, lecz i jemu fortuna nie sprzyjała.
Stare futbolowe porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. The Gunners wielokrotnie przekonywali się o tym na własnej skórze, a w 63. minucie meczu z United, niewiele zabrakło, by znów przypomnieli sobie to powiedzenia. Danny Welbeck ograł Pera Mertesackera oraz Wojciecha Szczęsnego - futbolówka zmierzała wprost w światło bramki. Na szczęście dla Arsenalu, Niemiec zdołał podnieść się z murawy i dobiec do piłki, w ostatniej chwili ją wybijając.
Wreszcie, w 70. minucie The Gunners doprowadzili do remisu! Wszystko to za sprawą trzech panów - Koscielny'ego, który odebrał piłkę Rafaelowi; Oxlade-Chamberlaina, który był adresatem podania Francuza oraz van Persiego, bo to właśnie on wykorzystał podanie młodego Anglika i umieścił piłkę w siatce! 1-1!
Kibice Arsenalu mogli się cieszyć z bramki niewiele ponad dziesięć minut. Valencia minął bezradnego Arszawina, na moment oddał piłkę Park Ji-Sungowi, a później wyłożył ją do Danny'ego Welbecka, który bezlitośnie wykończył tę akcję. 2-1.
Mimo, że The Gunners starali się jeszcze cokolwiek zdziałać, nie zdołali zmienić losów tego spotkania. Wobec tego, ponieśli trzecią porażkę w Premier League z rzędu. Jak to się dzieje, że zawsze, gdy drużyny, będącę w tabeli przed Arsenalem, tracą punkty, Kanonierzy nie mogą tego wykorzystać? Ten mecz wcale nie był jednostronny, podopieczni Wengera mieli swoje szanse. Do końca sezonu coraz mniej czasu, a pierwsza czwórka niestety się od Kanonierów oddala.
Bramki:
Van Persie (Oxlade-Chamberlain) 71' - Valencia (Giggs) 45+1', Welbeck (Valencia) 81'
Żółte kartki:
Ramsey, Koscielny, Rosicky, Van Persie, Song - Rafael, Evra
Arsenal: Szczęsny, Djourou (Yennaris 46'), Mertesacker, Koscielny, Vermaelen, Ramsey (Park 83'), Song, Rosicky, Walcott, Van Persie, Oxlade-Chamberlain (Arszawin 74')
Ławka rezerwowych: Almunia, Park, Squillaci, Arszawin, Benayoun, Miquel, Yennaris
Manchester United: Lindegaard, Smalling, Jones (Rafael 17' (Park Ji-Sung 76')), Evans, Evra, Valencia, Carrick, Giggs, Nani (Scholes 75'), Welbeck, Rooney
Ławka rezerwowych: De Gea, Fabio, Rafael, Scholes, Park, Berbatov, Hernandez










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 































