Jako chłopiec dorastający w WKS, Yao Kouassi Gervais gromadził do swojej kolekcji trofea, jak gdyby wychodziły z mody. Teraz jest zdesperowany, chce więcej.
Gervinho, albowiem tak go znamy, z zachwytem oglądał zwycięstwo swego kraju w Pucharze Narodów Afryki w roku 1992, jak również śledził poczynania drużyny, którą wspierał - Arsenalu, która bezustannie zdobywała kolejne trofea pod okiem Arsene'a Wengera.
Teraz jednak, gdy 24-latek spędza swój pierwszy sezon na Emirates i bierze udział w trzecim w karierze PNA, oba te zespoły cierpią na pucharową posuchę - drużyna narodowa Wybrzeża Kości Słoniowej nie wygrała niczego od 20 lat, a Kanonierzy ostatni puchar zdobyli w roku 2005.
Coraz trudniejsze starcie, jakim jest walka o trofea z Klubem, dla Gervinho jednak na najbliższe kilka tygodni odeszła na drugi plan, gdyż jego teraźniejszym celem jest wsparcie reprezentacji jego kraju w walce w Pucharze Narodów Afryki.
- Moja reprezentacja jest taka, jak Arsenal. Nie wygraliśmy niczego od 1992 roku. Mamy dobrycg zawodników i za każdym razem bierzemy udział w danym turnieju, mówi się że na pewno mierzymy w zwycięstwo, a potem wypadamy z gry. W tym roku bardzo zależy mi na wygraniu czegoś i z kadrą narodową, i z Arsenalem. W tym roku moim celem jest zdobycie jakiegoś pucharu.
Kiedy spotykasz Gervinho, od razu zauważasz, że jest o wiele lepiej zbudowanu i silniejszy, niż wydaje się to w telewizji. Jego ramiona pokrywane są tatuażami jego trójki dzieci, a on sam jest bardzo przyjazny, często się śmieje i uśmiecha. Jedynym rozczarowaniem jest to, że jego czapka z daszkiem zakrywa jedną z najbardziej ekscentrycznych fryzur w całej Premier League. Te warkoczyki zostały mu wykonane przez znajomego fryzjera w Lille.
Zespół Wybrzeża Kości Słoniowej byl faworytem wygrania trzech ostatnich afrykańskich mistrzostw. W roku 2006 w Egipcie byli najbliżsi upragnionego celu, lecz ostatecznie ulegli gospodarzom w rzutach karnych meczu finałowego, kiedy to Didier Drogba nie zdołał wbić piłki do bramki z 12 jardów. Choć nie dopisało im szczęście, wielu obserwatorów twierdziło, że to Egipcjanie bardziej zasługiwali na zwycięstwo, grając przez cały turniej o wiele lepszy futbol.
Ci sami przeciwnicy pokonali ich 4-1 dwa lata później w Ghanie, podczas gry dwa lata temu, z turniejem pożegnali się przez Algierczyków, którzy w doliczonym czasie gry wbili im dwa gole. Za każdym razem były wielkie nadzieje, a później wielkie klęski. To kompletnie mija się ze swoim sensem. W drużynie narodowej WKS występują tacy gracze, jak Gervinho, Drogba, Kolo i Yaya Toure, Emmanuel Eboue i Cheick Tiote.
Fakt, że tyle twarzy Iworyjczyków jest rozpoznawalnych bez najmniejszych problemów, to zasługa Jeana-Marca Guillou, byłego pomocnika Francji, który w roku 1993 mianował Arsene'a Wengera swoim asystentem w drużynie Cannes. To właśnie on założył słynną akademię piłkarską w Abidżanie, a z niej wywiedli się bracia Toure, Emmanuel Eboue, Salomon Kalou, Gervinho i wielu innych piłkarzy.
Gdy Guillou założył akademię, na testach pojawiło się ponad 5 tysięcy osób, chcących się do niej dostać.
- Byliśmy w szkole z internatem. Robili dla nas wszystko. Czuliśmy się jak królowie. Guillou to nasz duchowy ojciec, który nie przybył do akademii jedynie rozwijać piłkarzy i odjechać. Przeżył z nami coś wyjątkowego. Razem pisaliśmy historię - powiedział Aruna Dindane, były gracz Portsmouth.
Rola Guillou w akademii była naprawdę wszechstronna, ponieważ sama ta placówka nie oferowała jedynie szkolenia piłkarskiego rzemiosła - była dla tych młodych chłopaków domem, zapewniała im wyżywienie, edukację oraz zwracanie na nich uwagi. Gervinho był częścią grupy, która szkoliła się pod wodzą Puskasa.
- Kiedy przybyłem do akademii, śledziłem uważnie poczynania Arsenalu ze względu na relacje między Guillou i Bossem. Znają się bardzo dobrze, a akademia miała taką samą filozofię, jak ta proponowana przez Wengera. Zawsze marzyłem o byciu częścią zespołu Arsenalu, zawsze powtarzałem sobie, że pewnego dnia mój sen się ziści.
W czasie wakacji, profesjonalni piłkarze zawsze są mile widziani w akademii, gdzie mogą odwiedzać obecnych uczniów i pokzać im, że mają przed sobą wielką przyszłość.
- Dzisiaj muszę powiedzieć, że jestem wdzięczny piłce nożnej. Dzięki niej moja rodzina może żyć w dobrych warunkach, prowadzić godne życie. Gdyby nie futbol, nie odwiedziłbym tylu miejsc i nie spotkał tylu ludzi. To właśnie ten sport pozwolił mi dołączyć do najlepszego klubu i grać u boku znakomitych piłkarzy, a także trenować pod okiem jednego z najlepszych szkoleniowców świata. Futbol uratował moją rodzinę.







"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 































