Po emocjonującym, zaciętym meczu, Kanonierzy przegrywają z beniaminkiem Swansea City 2-3. Trzeba otwarcie przyznać, że Walijczycy zasłużyli na wygraną.
Dobre złego początki - to określenie idealnie pasuje dziś do podopiecznych Arsene'a Wengera. Już w piątej minucie, po świetnym podaniu Andrieja Arszawina, Robin van Persie trafia do siatki! 1-0!
Przez pierwszy kwadrans goście mieli wyraźną przewagę, a ich gra wyglądała naprawdę dobrze. Niestety, Aaron Ramsey sfaulował wtedy w polu karnym Nathana Dyera, zaś rzut karny na bramkę zamienił Scott Sinclair. 1-1!
Od tej pory gra raczej uspokoiła się, choć jeśli ktokolwiek dochodził częściej do głosu, była to ekipa Swansea. Wśród piłkarzy beniaminka Premier League widać było determinację oraz pełne zacięcie. Kanonierzy z minuty na minutę spisywali się coraz gorzej.
W 29. minucie gry mogło i powinno było być 2-1 na korzyść Arsenalu. Po pięknym podaniu Yossiego Benayouna w sytuacji sam na sam z golkiperem Swansea znalazł się Robin van Persie. Kapitan The Gunners nie zdołał jednak wykończyć tej akcji z zimną krwią, w związku z czym wynik nie uległ zmianie.
Dziesięć minut później w doskonałej okazji strzeleckiej znalazł się Nathan Dyer. Po rajdzie prawą stroną boiska uderzył piłkę, lecz ta bezpiecznie wylądowała w rękach Wojciecha Szczęsnego.
Do przerwy wynik nie uległ zmianie, tak samo jak i gra obu zespołów. Piłkarze Swansea przeważali, Kanonierzy ograniczali się do walki o piłkę w śodku pola. Robili to jednak dość nieudolnie, zatem gospodarze mieli pełne prawo do sądzenia, że w drugiej połowie mogą rozstrzygnąć rezultat tego spotkania na swoją korzyść.
Tuż po wznowieniu gry ekipa z Ashburton Grove miała doskonałą szansę na strzelenie kolejnej bramki. Robin van Persie wyłożył piłkę do Theo Walcotta, niemniej ten przestrzelił. Chwilę później przyjezdni mieli jeszcze kilka dobrych sytuacji, których też nie zdołali wykorzystać.
Wyglądało na to, że oba zespoły zamierzały walczyć o zwycięstwo. Gospodarze otrząsnęli się po kolejnym naporze przeciwników i ponowili ataki, czego udokumentowaniem był gol niezwykle aktywnego Nathana Dyera, któremu piłkę po ewidentnym błędzie Aarona Ramseya posłał Joe Allen. 2-1!
12 minut później to kibice Arsenalu mogli cieszyć się z bramki! Johan Djourou posłał bowiem długie podanie do Theo Walcotta, a bezproduktywny ostatnimi czasy Anglik, pewnie pokonał Michela Vorma! 2-2!
Błyskawiczna odpowiedź Swansea! Kanonierom przyszło cieszyć się z bramki zaledwie minutę, wszak po jej upływie, gospodarze znów objęli prowadzenie! Danny Graham sprawił, że Wojciech Szczęsny znów skapitulował! 3-2!
Wynik niestety nie uległ już zmianie. Łabędzie zdołały dowieźć zwycięstwo do końcowego gwizdka, mimo rozpaczliwych ataków swoich rywali. Trzeba oddać im to, że zagrali naprawdę dobrze i bez jakichkolwiek kompleksów. Kanonierzy natomiast mają się czego wstydzić, wszak byli kompletnie bezradni. Powiedzmy sobie szczerze, gracze AFC nie zasłużyli w tym meczu nawet na jeden punkt.
Bramki:
Sinclair 16'; Dyer (Allen) 57'; Graham (Sigurdsson) 70' - Van Persie (Arszawin) 5'; Walcott (Djourou) 69'
Składy:
Swansea: Vorm, Rangel, Caulker, Williams (C) Taylor, Britton, Allen, Agustien (Sigurdsson 45'), Dyer (Routledge 81'), Sinclair, Graham (Lita 90+3')
Ławka rezerwowych: Tremmel, Richards, Monk, Routledge, Sigurdsson, Moore, Lita
Arsenal: Szczęsny, Djourou, Mertesacker (Oxlade-Chamberlain 77'), Koscielny, Miquel, Song, Ramsey, Benayoun (Rosicky 63'), Walcott, Arshavin (Henry 63'), Van Persie (C)
Ławka rezerwowych: Almunia, Yennaris, Squillaci, Rosicky, Oxlade-Chamberlain, Henry, Park










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 































