Pojedynek Arsenalu z Olympiacosem Pireus w ramach drugiej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów jest już historią. Kanonierzy pokonali u siebie Greków 2-1, dzięki czemu mogą dopisać na swoje konto trzy oczka. Strzelcami bramek dla Arsenalu byli Alex Oxlade-Chamberlain oraz Andre Santos, zaś honorowego gola dla przyjezdnych strzelił David Fuster.
Spotkanie to rozpoczęło się podobnie, jak sobotni mecz Arsenalu z Boltonem, czyli od ataku gości. Gdyby Pablo Orbaiz uderzył celniej, Wojciech Szczęsny niewątpliwie znalazłby się w opałach.
Początkowo żadna z drużyn nie mogła stworzyć sobie wyraźnej przewagi. Mimo to, Londyńczycy zdołali wyjść na prowadzenie w 8. minucie! Doszło do tego za sprawą Alexa Oxlade-Chamberlaina, który bez najmniejszych kompleksów minął jednego z rywali, zszedł z prawej flanki do środka boiska i uderzył futbolówkę praktycznie z linii pola karnego. Bramkarz gości mógł tylko patrzeć, jak piłka po strzale młodego Anglika, grzęźnie tuż przy lewym słupku jego bramki. 1-0!
Dwie minuty później, podopieczni oglądającego ten mecz z trybun Arsene'a Wengera mogli strzelić drugą bramkę. Tomas Rosicky, pełniący pod nieobecność Robina van Persiego oraz Thomasa Vermaelena funkcję kapitana, świetnie zagrał piłkę na prawe skrzydło, gdzie czekał Bacary Sagna. Francuz z kolei udanie dośrodkował ją głęboko w pole karne. Szykującego się do strzału Marouane'a Chamakha wyprzedził jednak obrońca z Grecji.
Wraz z nadejściem 14. minuty gry, nerwy kibiców Arsenalu zostały znacznie zszargane. Goście bowiem o mały włos nie doprowadzili do remisu! Po bardzo niekonwencjonalnym wykonaniu przez nich rzutu rożnego, przy bramce Wojciecha Szczęsnego zapanował ogromny chaos. Mikel Arteta jednak sprawił, że Rafik Djebbour, który dopadł do piłki, nie zdołał wbić jej do siatki. Hiszpan wyręczył polskiego bramkarza, wybijając futbolówkę z linii bramkowej.
Choć zwykle dzieje się tak, że to piłkarze Arsenalu tracą bramkę tuż po zmarnowaniu dogodnej sytuacji na jej strzelenie, w tym meczu było odwrotnie. Rozpędzony Andre Santos wykonał przepiękny rajd z piłką, w międzyczasie odgrywając ją na krótki moment do Andrieja Arszawina, a potem obsłużył płaskim podaniem Marouane'a Chamakha. Wydawało się, że to właśnie Marokańczyk podwyższy prowadzenie gospodarzy, aczkolwiek w ostatniej chwili został on odcięty od piłki. Sytuację tę wykorzystał nie kto inny, jak wspomniany już Andre Santos, bez skrupółów pokonując Costanzo potężnym strzałem, oddanym prawą nogą.
Po 23 minutach gry, na Emirates Stadium powinien widnieć wynik 3-0 na korzyść gospodarzy. Niestety Chamakh zmarnował doskonałe podanie od Andrieja Arszawina i mógł jedynie pluć sobie w brodę, ponieważ lepszej okazji prawdopodobnie mieć już nie mógł.
Goście, którzy ewidentnie nie mieli ochoty spocząć na laurach i dać sobie wbić jeszcze kilku goli, ruszyli do ataku. Udowodnili przy tym, że są niesamowicie silni przy stałych fragmentach gry. Zaowocowało to golem, którego zdobył David Fuster. Mirallas odegrał piłkę z narożnika boiska do Ariela Ibagazy, natomiast on fantastycznie zawiesił piłkę na 11. metrze i Fuster nie miał żadnych problemów, by skierować ją główką do bramki strzeżonej przez Szczęsnego.
Chwilę tę można by śmiało nazwać przełomem. Gdy Grecy zdobyli kontaktową bramkę, automatycznie odzyskali pewność siebie i poczęli napierać na bramkę przeciwników. Już w 28. minucie spotkania mógł być remis, jednakże Wojciech Szczęsny popisał się wspaniałą interwencją, wybijając na rzut rożny piłkę, uderzaną wolejem z ostrego kąta przez Djebboura. Niemalże od razu szansę na wyrównanie miał też Torosidis, lecz Polak i tym razem nie dał się zaskoczyć.
Podczas gdy gracze z Północnego Londynu wyglądali na coraz bardziej zagubionych, piłkarze z Grecji zachowywali się coraz odważniej. Obrona Arsenalu kilkakrotnie znajdowała się w opałach, z których sukcesywnie wychodziła obronną ręką. Równo w 45. minucie sędzia postanowił zakończyć pierwszą odsłonę meczu, niniejszym pozwalając odetchnąć nie tylko piłkarzom, ale także i kibicom, którzy w większej mierze zapewne nie spodziewali się takich emocji.
Tuż po przerwie można było odnieść wrażenie, że The Gunners odżyli. To właśnie oni znów przejęli inicjatywę, to oni utrzymywali się przy piłce i oni stwarzali sobie sytuacje strzeleckie. Godne pochwały było ich zachowanie z minuty numer 49, kiedy to po ładnej, kombinacyjnej akcji, sam na sam z bramkarzem Olympiacosu znalazł się autor pierwszej bramki tego meczu, tj. Alex Oxlade-Chamberlain. Młodemu Anglikowi niestety zabrakło tym razem nieco zimnej krwi i nie udało mu się wpisać na listę strzelców w swoim debiutanckim meczu Ligi Mistrzów po raz drugi.
W 53. minucie gry, niezwykle ambitnego i aktywnego skrzydłowego z numerem 15 uruchomił Tomas Rosicky. Chamberlain zdecydował się na rajd z piłką, którą potem idealnie dograł do Arszawina. Zarówno Rosjanin, jak i Chamakh, który próbował jeszcze ratować tę akcję, zawiedli i na The Emirates wynik wciąż utrzymywał się ten sam.
Bezradni tym razem Grecy, robili co mogli, by chociażby przedrzeć się na połowę rywali. Gdy im się to udawało, natychmiast próbowali zaskakiwać bramkarza Arsenalu strzałami z dystansu, niemniej jednak nic nimi nie zdziałali. Najbliżej pokonania 20-letniego Szczęsnego był Torosidis, po strzale którego, futbolówka wylądowała na poprzeczce.
Pat Rice, pełniący podczas tego spotkania obowiązki na co dzień wykonywane przez Bossa, postanowił zmienić zmęczonego Chamberlaina Aaronem Ramseyem. Z początku krok ten wydawał się znakomity, wszak kapitan reprezentacji Walii zaraz po wejściu na plac gry, świetnie przechwycił Grekom piłkę i przeprowadził dwójkową akcję z Arszawinem. Kiedy obaj panowie byli już w polu karnym przeciwników, Rosjanin zapragnął spróbować szczęścia, ale strzelił prosto w bramkarza Olympiacosu, mimo że Ramsey czekał na piłkę zaledwie kilka metrów dalej.
Dalsza część meczu nieco przypominała drugą połowę pojedynku Arsenal - Borussia sprzed dwóch tygodni, z tym że gracze z Pireusu przeprowadzali swe ataki na tyle bezradnie, że zawsze brakowało im czegoś do ich odpowiedniego wykończenia, w związku z czym albo spokojnie interweniował Szczęsny, albo wyręczali go w tym obrońcy.
Wobec grającego zaciekle Olympiacosu, The Gunners prezentowali się naprawdę przeciętnie i chyba tylko łaskawość losu sprawiła, że waleczni Grecy nie zdołali doprowadzić do wyrównania. Choć Kanonierzy wybiegli na ten mecz w dość eksperymentalnym zestawieniu, wykonali plan minimum - zdobyli 3 punkty. Jakkolwiek wynik może cieszyć, tak postawa piłkarzy już nie bardzo. Ich częsta dekoncentracja, panika oraz niedokładność sprawiły, że kibice nie mogą czuć się zadowoleni, a przecież derby Londynu Północnego zbliżają się wielkimi krokami!
Arsenal: Szczęsny - Sagna, Mertesacker, Song, Santos - Frimpong, Arteta, Rosicky (C) - Oxlade-Chamberlain (Ramsey 65'), Chamakh (Van Persie 70'), Arszawin (Gibbs 82')
Ławka rezerwowych: Fabiański, Jenkinson, Gibbs, Coquelin, Ramsey, Park, Van Persie.
Olympiacos: Costanzo - Mellberg, Holebas, Marcano, Torossidis (C) - Ibagaza, Fejsa, David Fuster (Pantelić 80'), Orbaiz (Modesto 75') - Djebbour, Mirallas (Abdoun 75').
Ławka rezerwowych: Megyeri, Modesto, Papadopoulos, Potouridis, Makoun, Abdoun, Pantelić.
Bramki:
Chamberlain (Song 8'), Santos 20' - Fuster (Ibagaza 26')
Żółte kartki:
Rosicky, Arteta - Fuster, Djebbour










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 































