Mecz:: Real Madryt – Arsenal
Stawka:: 1/8 finału Ligi Mistrzów
Data i miejsce:: 21.02.2006, Santiago Bernabeu
Widzów:: 80 000
Sędzia:: Stefano Farina
Rezultat:: 0:1 (0:0)
Strzelcy:: Henry 47'
Skład Realu:: Iker Casillas - Cicinho, Jonathan Woodgate (8. Mejía), Sergio Ramos, Roberto Carlos, Tomas Gravesen (75. Julio Baptista), Guti, David Beckham, Robinho (63. Raúl), Zindedine Zidane, Ronaldo
Skład Arsenalu:: Jens Lehmann - Mathieu Flamini, Philippe Senderos, Kolo Touré, Emmanuel Eboué, Gilberto Silva, Aleksander Hleb (75. Robert Pires), Cesc Fabregas (90. Alexander Song), Jose Reyes (79. Abou Diaby), Fredrik Ljungberg, Thierry Henry (k)

Oto kolejny materiał z serii „Niezapomniane Mecze Arsenalu”, poświęcony pamiętnemu spotkaniu 1/8 finału Champions League sezonu 2005/06 na Santiago Bernabeu, gdzie Arsenal zmierzył się z Realem Madryt. Był to niezwykle ciekawy mecz rozgrywany w szybkim tempie. Nie brakowało oczywiście sytuacji podbramkowych po obu stronach.
Dwa tygodnie po tym meczu rozgrywany był rewanż na Highbury jednak my skupimy się tylko na pierwszym spotkaniu, które było rozgrywane na terenie "Królewskich" czyli na Estadio Santiago Bernabeu. Arsenal przyjechał do Madrytu bez podstawowych obrońców jakimi byli wtedy: Ashley Cole, Lauren i Sol Campbell. Zastąpili ich niedoświadczeni Emmanuel Eboue, Phillipe Senderos oraz nominalny pomocnik Mathieu Flamini. Natomiast z podstawowej jedenastki Realu tylko kapitan drużyny Raul usiadł na ławce, gdyż po kontuzji nie był w stanie zagrać pełnych 90 minut.
Arsenal od samego początku dążył do zdobycia gola, który byłby świetną zaliczką w kontekście rewanżu. Już na począku spotkania doszło do starcia Henry'ego z Sergio Ramosem pod polem karnym gospodarzy, nie zagroziło ono jednak bramce Casillasa. Następna akcja była jednak o wiele groźniejsza - Henry uruchomił świetnym prostopadłym podaniem Reyesa. Hiszpan od razu oddał strzał kierujący się w długi róg bramki Realu, jednak świetnie obronił Iker Casillas. Później "Kanonierzy" nieco odpuścili i skupili swoją uwagę głównie na obronie i kontratakach, Real z kolei przystąpił do ataków pozycyjnych. Nie były jednak one w stanie zagrozić bramce Arsenalu gdyż były prowadzone bardzo nieudolnie i w wolnym tempie.
Okazje na zdobycia gola miał niespodziewanie jeszcze Arsenal. Ljungberg po otrzymaniu świetnego podania od Henry'ego znalazł się sam na sam z Casillasem, lecz Szwed trochę za mocno wysunął sobie piłkę, co umożliwiło Roberto Carlosowi na szybkie wybicie piłki na rzut rożny. Trochę później Reyes otrzymał dobre podanie od Ljungberga, po czym wrzucił piłkę dokładnie w pole karne na głowkę Henry'ego, ale Francuz nie trafił z ok. sześciu metrów w bramkę. Po 30 minutach gry przewaga "Królewskich" znacznie wzrosła. Real coraz bardziej naciskał i zaowocowało to prawie bramką dla gospodarzy - David Beckham otrzymał prostopadłe podanie od Ronaldo jednak lepszy w sytuacji sam na sam z Anglikiem okazał się Jens Lehmann. Po pierwszych 45 minutach na tablicy świetlnej widniał wynik bezbramkowy, nie takiej I połowy spodziewali się kibice Realu.
--------------- WYPOWIEDZI ZAWODNIKÓW ---------------
Thierry Henry: "Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po tym meczu. Mogę jednak powiedzieć, że w obronie zagraliśmy perfekcyjnie. Poza tym nie baliśmy się grać do przodu, a gdy się nie boimy, to gramy naprawdę ładną piłkę. Wygraliśmy raptem jeden mecz, przed nami rewanż, więc zachowajmy spokój i skupienie. W I połowie zmarnowaliśmy kilka świetnych okazji, jednak ogólnie cały zespół zagrał fantastycznie."
Mathieu Flamini: "Zagrać w tym meczu to fantastyczne uczucie. Gra na Santiago Bernabeu to naprawdę wielkie przeżycie, tym bardziej dla młodego piłkarza. Nie byłem zdenerwowany, udało nam się cały czas zagrać ostro. Przeciwko takiej drużynie jak Real, trzeba być skoncentrowanym przez 90 minut. Tak zrobiliśmy i to był dobry występ. Byliśmy dobrzy taktycznie, więc im się źle grało. To wspaniałe zwycięstwo. Jesteśmy pierwszym angielskim zespołem, który tu wygrał, ale najtrudniejsza część zadania przed nami - będzie to mecz na Highbury. To będzie bardzo trudne spotkanie, ale wierzę w siebie i nasz zespół."
Freddie Ljungberg: "Ostatnimi czasy byliśmy podłamani słabymi wynikami w lidze, ale myślę, że wracamy na dobrę drogę. Uważam, że w tym sezonie dużo bardziej pasuje nam gra w Europie, gdzie wygraliśmy już cztery wyjazdowe mecze. W Premiership mieliśmy spore kłopoty, które wynikały z naszej psychiki. Nie potrafiliśmy grać swojej piłki, na szczęście na kontynencie gra się inaczej. Podnieśliśmy się zdecydowanie z kolan podczas spotkania z Realem. Jesteśmy jednak dopiero w połowie drogi do sukcesu, przed nami ciężki rewanż. Jedyne co mogliśmy zrobić lepiej w Madrycie, to zagrać celniej ostatnie podania i lepiej strzelać. Wtedy powinniśmy zdobyć jeszcze z dwie bramki. Ale nie bądźmy zbyt pazerni, przecież gdybyśmy mówili przed meczem, że wygramy w Madrycie to by nas wyśmiano."

Arsene Wenger - menedżer: "Mam nadzieję, że dobra gra naszej młodej drużyny będzie jednym z powodów, dla których Thierry zdecyduje się z nami zostać. Liczę, że ten mecz go przekona. Młody zespół potrafi osiągać takie rezultaty, jakich oczekuje Thierry. Przewidziałem, że tego wieczora Thierry zaprezentuje się bardzo dobrze i nie pomyliłem się. Nasi doświadczeni zawodnicy zagrali wielkie spotkanie, ale należy docenić także juniorów - zagrali bardzo dobrze. Uważam, że drużyna dojrzewa. Należy jednak oczekiwać, że na Highbury Real zaprezentuje dużo lepszą formę. Mamy jednak wielką okazję awansu i jestem przekonany, że moi podopieczni dadzą z siebie wszystko"
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przyszedł czas na drugą połowę. Od razu do ataku ruszyli "Kanonierzy", szczególnie Thierry Henry, który przebiegł z piłką ok. 30 metrów mijając przy tym Mejię i Sergio Ramosa oraz na końcu zdobywając gola strzelając w długi róg bramki, obok bezradnego Ikera Cassilasa. Bramka dla "Kanonierów" stała się faktem. Kibice "Królewskich" zamarli z niedowierzania. Po zdobyciu bramki przez Londyńczyków gra Realu praktycznie się nie zmieniła. Wciąż ładne, składne akcje tworzyli "Kanonierzy". Jedna z nich rozpoczęła się od rzutu wolnego wykonywanego przez Flaminiego, który podał do Henry'ego, ten tyłem do bramki z pierwszej piłki skierował futbolówkę do Hleba. Białorusin wykonał prosty zwód i zagrał w pole karne do Ljungberga, a ten oddał strzał. Uderzenie Szweda nie mogło jednak zaskoczyć Casillasa, ponieważ było zbyt lekkie i celowane prosto w bramkarza. Chwilę później, po wybiciu Lehmanna, piłka trafiła do Sergio Ramosa. Obrońca Realu przyjął piłkę i od razu próbował podać, lecz jego niedokładne zagranie przechwycił przed polem karnym Robert Pires, który od razu ruszył na bramkę gospodarzy. Francuz oddał strzał, jednak piłka trafiła prosto w Casillasa, po uderzeniu z dosyć dużego kąta.
Nadzieja kibiców z Madrytu odrosła gdy w 63 minucie gry na boisko wszedł Raul zmieniając tym samym Robinho. Kapitan "Galaktycznych" nie wniósł jednak wiele do gry. Real nadal w głupi sposób tracił piłki narażając sie tym samym na groźne ataki ze strony Arsenalu. "Kanonierzy" bardzo mądrze rozgrywali piłkę a chaotyczne ataki gospodarzy nie mogły zagrozić bramce przyjezdnych. Jedynym pewnym punktem w ekipie z Madrytu był Iker Casillas, który wiele razy uchronił swój zespół przed utratą kolejnych bramek. Mecz zakończył się wygraną "Kanonierów" 1-0.

Arsenal zagrał bardzo dobry mecz. Z młodymi i mniej doświadczonymi "Kanonierami" nie mogły sobie poradzić takie gwiazdy jak: Zidane, Beckham, Roberto Carlos, Raul czy Ronaldo. Aż trudno uwierzyć, że Arsenal grał wtedy na wyjeździe z niesamowicie utytułowanym Realem Madryt. Końcowy wynik był bardzo dobrą zaliczką przed rewanżem na legendarnym Highbury. W Londynie jak wiemy Arsenal zremisował z Realem 0-0, zapewniając sobie tym samym awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Przed wyższą wygraną gości uchronił "Królewskich" Casillas, który przez cały mecz bronił pewnie kapitulując tylko przy strzale Henry'ego tuż po rozpoczęciu drugiej połowy. W sezonie 2005/2006 Arsenal świetnie radził sobie w Lidze Mistrzów docierając aż do finału gdzie przegrał z FC Barceloną 1:2. W lidze do ostatniej kolejki podopieczni Arsene Wengera rywalizowali z Tottenhamem o czwartą lokatę premiującą grą w eliminacjach do Ligi Mistrzów, co ostatecznie się udało. Wygrana z Realem była wyjątkowa również z innego względu, a mianowicie było to pierwsze w historii zwycięstwo angielskiej drużyny z Realem na Santiago Bernabeu, aczkolwiek w naszym zespole zabrakło piłkarza z Wysp.
SKRÓT Z MECZU 1/8 FINAŁU LIGI MISTRZÓW 2005/06
Opracowanie: MaR
Zdjęcia :
www.bbc.co.uk - www.arsenal.com