Mecz:: Liverpool FC - Arsenal
Rozgrywki:: Division One
Data i miejsce:: 26.05.1989, Anfield
Widzów:: 45 000
Sędzia:: David Hutchinson
Rezultat:: 0:2 (0:0)
Strzelcy:: Smith 52, Thomas 90
Skład Arsenalu:: John Lukic - Lee Dixon, Nigel Winterburn, Michael Thomas, David O'Leary, Tony Adams (kapitan), David Rocastle, Kevin Richardson, Alan Smith, Steve Bould, Paul Merson (73. Martin Hayes)
Skład Liverpoolu:: Grobbelaar - Ablett, Staunton, Nicol, Whelan (kapitan), Hansen, Houghton, Aldridge, Rush, Barnes, McMahon


Mamy wielką przyjemność przedstawić Wam, drodzy czytelnicy, kolejny materiał z serii „Niezapomniane Mecze Arsenalu”. Tym razem poświęcony on będzie spotkaniu decydującemu o losach Mistrzostwa Anglii w sezonie 1988/89. Wystarczy powiedzieć, że w ostatniej kolejce sezonu spotkały się dwie drużyny bezpośrednio rywalizujące o tytuł mistrzowski. W takich sytuacjach emocje zawsze są gwarantowane. Spotkanie to było niezwykle dramatyczne, a losy mistrzostwa Anglii rozstrzygnęły się tuż przed gwizdkiem sędziego, który nie tylko miał zakończyć ten mecz, ale też cały sezon 1988/1989. Do dnia dzisiejszego finisz tamtych rozgrywek uznaje się za najbardziej niewiarygodny i zaskakujący w całej historii ligi angielskiej.
Gospodarze, zawodnicy Liverpoolu trenowani przez Kenny'ego Dalglisha, byli zdecydowanymi faworytami tego spotkania, a niemal murowanymi kandydatami do mistrzowskiego tytułu, po tym gdy przegonili Arsenal we wcześniejszych tygodniach. Media już przed spotkaniem okrzyknęły 'The Reds' mistrzami Anglii, jednocześnie dając do zrozumienia, że nawet modlitwy i cuda nie pomogą Arsenalowi na Anfield Road. Sytuacja w tabeli była jasna, "Kanonierzy" zajmowali drugie miejsce, dwa punkty za "The Reds" [wtedy przyznawano 2 punkty za wygraną] i mając bilans bramkowy gorszy o cztery gole, jednak strzelili więcej goli. Tak więc, aby zostać Mistrzem Anglii podopieczni George'a Grahama musieli pokonać Liverpool na Anfield różnicą dwóch bramek.
Dość sensacyjnie i niespodziewanie menedżer Arsenalu wystawiłw pierwszym składzie aż pięciu obrońców: Tony'ego Adamsa, Steve'a Boulda, Davida O'Leary'ego oraz Winterburna i Dixona. Wydawało się, że sam George Graham nie wierzył w zwycięstwo na Anfield. Menedżer "Kanonierów" przechytrzył jednak rywali, gdyż dwójka bocznych defensorów Lee Dixon z prawej strony i Nigel Winterburn z lewej, grała niemal niczym skrzydłowi w tym meczu. Tak więc taktyka Arsenalu to było bardziej 3-6-1 niż 5-4-1.
Tuż przed rozpoczęciem spotkania okazało się, że nie wszyscy kibice Arsenalu dojechali na stadion Liverpoolu, dlatego też zdecydowano się opóźnił rozpoczęcie tego pojedynku o dziesięć minut. Piłkarze Arsenalu jeszcze przed gwizdkiem sędziego wykonali bardzo miły i znaczący gest, otóż wbiegli oni na murawę z bukietami kwiatów, które następnie wręczono kibicom zasiadającym na stadionie. Wydarzenie to miało związek z tragedią na Hillsborough, która miała miejsce kilkanaście dni wcześniej, gdzie zginęło 96 fanów 'The Reds'.
Gospodarze od samego początku spotkania czuli się bardzo pewnie na boisku, wspierani przez kilkadziesiąt tysięcy żywiołowych, jak zwykle zresztą, własnych kibiców. Tak naprawdę jednak tego wieczora tylko jednej drużynie zależało na strzelaniu bramek i tym zespołem był Arsenal. Pomimo tego jako pierwsi celny strzał w tym meczu oddali gospodarze. W 3. minucie meczu celnie z rzutu wolnego uderzył Staunton, świetnie jego strzał z ok. 20 metrów obronił jednak John Lukic. Kilka minut później najlepszą w pierwszej połowie sytuację dla "Kanonierów" miał Steve Bould, który zawędrował aż pod pole karne gospodarzy, jednak jego uderzenie głową wybili defensorzy The Reds. Znakomitym rajdem w tej sytuacji popisał się na prawej flance Michael Thomas.

Arsenal grał bardzo ofiarnie, zawodnicy dawali z siebie wszystko, starali się atakował, jednak bardzo dobrze pilnowany był najlepszy napastnik "Kanonierów" Alan Smith, a gospodarze co jakiś czas bardzo groźnie kontratakowali, jak np. w 23. minucie, kiedy to Ian Rush znalazł się niemal sam na sam z Lukicem, jednak nasz bramkarz znakomicie wybronił jego uderzenie z 16 metrów. Do przerwy mieliśmy więc remis bezbramkowy, wydawało się, że podopieczni Kenny'ego Dalglisha kontrolują wydarzenia na boisku i nie dadzą sobie wydrzeć mistrzostwa.
II połowa rozpoczęła się od ataków Arsenalu, w 50. minucie doskonałym dośrodkowaniem z lewej strony boiska popisał się Nigel Winterburn jednak żaden z naszych zawodników w polu karnym nie zdołał dojść do piłki. W końcu, w 52. minucie spotkania sędzia Hutchinson podyktował rzut wolny dla "Kanonierów", za faul na Davidzie Rocastle, w odległości ok. 25-30 metrów od bramki rywali. Do piłki podszedł Winterburn, lewą nogą doskonale dośrodkował w polu karnym, a tam znakomicie znalazł się Alan Smith i delikatnym uderzeniem głową posłał piłkę do siatki "The Reds". Było 1:0 dla Arsenalu! Zawodnicy gospodarzy długo nie mogli się z tym faktem pogodzić i protestowali przeciw uznaniu tej bramki, jednak arbiter był nieugięty i po konsultacji z sędzią liniowym wskazał na środek boiska.
--------------- WYPOWIEDZI POMECZOWE ---------------
Tony Adams: "Przed tym meczem nie myśleliśmy o mistrzostwie, o tym jak ważny jest to mecz. Wiedzieliśmy, że będzie to piekielne trudne spotkanie, zawsze tak jest na Anfield, ale chcieliśmy przede wszystkim dać z siebie wszystko. Udało nam się strzelić jedną bramkę, za wszelką cenę chcieliśmy zdobył tą drugą, zrobiliśmy to w samej końcówce. Chłopaki zagrali świetne spotkanie."



George Graham: "W mistrzostwo zacząłem wierzyć, a w zasadzie uwierzyłem, dopiero gdy strzeliliśmy drugiego gola. Zagraliśmy dziś bardzo dobrze, wszyscy świetnie wykonali swoje zadania. Zawodnikom należą się wielkie brawa, za to co dziś dokonali. Nie czuliśmy dziś na sobie żadnej presji, ponieważ wszyscy poza Highbury, poza naszymi kibicami, przekreślili nas, uważali, że nie mamy żadnych szans. Na nas więc tak naprawdę nie spoczywała żadna presja. Cieszymy się niezmiernie z tego sukcesu, zespół pokazał dziś na Anfield na co nas stał. Uważam jednak, że możemy być jeszcze lepszą drużyną i będziemy chcieli to udowodnić."
--------------------------------------------------------------------------------------------
Nadzieje kibiców Arsenalu odżyły po bramce Smitha, jednak wszyscy wiedzieli, że "Kanonierom" potrzeba jeszcze jednej bramki, a wygrane na Anfield z Liverpoolem różnicą dwóch goli zdarzają się niezwykle rzadko. Nowa siła wstąpiła również w naszych piłkarzy, którzy zaczęli wierzyć w to, że są w stanie zdobyć tytuł. Od tej chwili spotkanie stało się dużo bardziej otwarte, z racji tego, że obie drużyny chciały zdobyć bramkę. Raz po raz przenosiliśmy się spod jednej bramki pod drug, znakomicie w naszej drugiej linii radził sobie Michael Thomas, walcząc z często kilkoma rywalami na raz.
W 72. minucie spotkania właśnie Thomas miał kapitalną okazję do wyprowadzenia Arsenalu na dwubramkowe prowadzenie. Dostał on świetnie podanie od Kevina Richardsona i znalazł się 12 metrów od bramki rywali zupełnie niepilnowany, jednak jego strzał trafił wprost w nogi Grobbelaara. Była to doskonała szansa na zdobycie bramki. Minutę później na boisku pojawił się Martin Hayes, który zmienił zmęczonego Paula Mersona.
Arsenal grał coraz bardziej otwarcie, coraz więcej graczy naszego zespołu angażowało się w akcje ofensywne drużyny, co sprawiało, że bardzo wiele miejsce przy kontratakach mieli gospodarze. Dlatego też co kilka minut groźnie strzelali oni na bramkę Lukica, często z rzutów wolnych, aczkolwiek nasz goalkeeper znakomicie interweniował. Mecz dobiegał końca, nadal na tablicy wyników mieliśmy 1:0 dla Arsenalu. W 92. minucie spotkania, w doliczonym czasie gry, stała się rzecz nieoczekiwana i niewiarygodna, która doprowadziła do szoku wszystkich świętujących już tytuł mistrzowski kibiców Liverpoolu. Otóż w tej minucie Arsenal przeprowadził popisową akcję, którą wykończył Michael Thomas. John Lukic podał szybko piłkę do Lee Dixona, ten zagrał długą piłkę do Alana Smitha, który przyjął ją świetnie i od razu odegrał na wolne pole, w kierunku nadbiegającego Thomasa. Ofensywny pomocnik "Kanonierów" dobiegł do piłki jako pierwszy i uderzył tuż nad interweniującym rozpaczliwie Grobbelaarem, zapewniając tym samym Arsenalowi wygraną i 9 tytuł mistrzowski w historii Klubu.


Arsenal pokazał na Anfield niewiarygodny wręcz charakter i wolę walki, świetnie jako kapitan w czasie meczu zachowywał się Tony Adams, motywując i zagrzewając kolegów do walki. "Kanonierzy" w tak dramatycznych okolicznościach zdobyli pierwsze mistrzostwo kraju od 18 lat, ostatni raz udało się wygrać ligę w 1971 roku. Był to pierwszy z dwóch tytułów mistrzowskich zdobytych przez George'a Grahama. Kolejny miał miejsce dwa lata później, kiedy to w drodze po mistrzostwo przegraliśmy zaledwie jedno spotkanie. Do dziś wszyscy kibice pamiętają jednak przede wszystkim 'Anfield 89' i Michaela Thomasa, który bramką na 2:0 w doliczonym czasie spotkania na zawsze zapisał się złotymi zgłoskami w historii Klubu.
SKRÓT Z MECZU LIVERPOOL - ARSENAL
WIDEO OPISUJĄCE TEN MECZ
W 2009 roku obchodziliśmy 20 rocznicę tego wspaniałego wydarzenia. Mecz na Anfield zapadł w głowach wielu ludzi zarówno związanych jak i nie związanych z Arsenalem. Za pośrednictwem oficjalnej strony The Gunners, angielscy redaktorzy zamieścili kilka interesujących wypowiedzi, które my także prezentujemy poniżej. Zapraszamy do przeczytania tych obszernych materiałów.
Dave Hutchinson: Nie wiem o co się awanturowali
Taki mecz nie mógł być pozbawionym emocji. W 52 minucie gola na 1-0 strzela Smith. Jednak zawodnicy Liverpoolu mieli co do niego zastrzeżenia i domagali się od sędziego nieuznania bramki. Czy Alan dotknął piłkę ręką? Czy był spalony? Po 20 latach, Dave Hutchinson - sędzia tamtego meczu, wciąż nie wie o co awanturowali się piłkarze The Reds.
- Odgwizdałem faul i pokazałem, że będzie rzut wolny pośredni - byłem całkowicie pewny tej decyzji. Mogło być wtedy małe zamieszanie spowodowane ustawianiem muru, ale przed wykonaniem wolnego moja ręka raz jeszcze powędrowała w górę - tak jak to rutynowo robiłem miliony razy podczas wykonywania rzutów wolnych. - przypomniał sędzia.
- Kanonierzy wykonali wolnego, piłka poszybowała w pole karne i padł gol. Byłem przekonany, że wszystko odbyło się prawidłowo - nie mogłem zobaczyć faulu czy też spalonego, dlatego czekałem aż podbiegnie do mnie sędzia liniowy, Geoff Banwell. On także przyznał, że bramka padła we właściwy sposób. Geoff nie podniósł chorągiewki w górę, tak jak sugerowało to mnóstwo ludzi.
- O co awanturowali się piłkarze Liverpoolu? Nie mam pojęcia! Sądzę, że zaskoczyła ich ta sytuacja. Otoczyli mnie i chcieli abym porozmawiał z sędziom liniowym. Sądziłem, że najlepszym wyjściem z sytuacji było zrobienie tego co chcieli. Od początku wiedziałem jaka będzie odpowiedz, ale zrobiłem to dla świętego spokoju. Poprosiłem zawodników The Reds aby zostawili mnie samego podczas rozmowy z sędzią liniowym.
- Nie miało miejsce zastraszanie, tylko było widać ból po starcie bramki. Nikt nie mówił, że był spalony, faul czy też dotknięcie ręką. Oni chcieli abym porozmawiał tylko z Banwell.
Obejrzyj Galerię z tego spotkania oraz Galerię zdjęć z celebracji!
- Tak więc porozmawiałem z Geoff. Zapytałem się go czy podniosłem rękę po pozwoleniu na wykonanie wolnego, odpowiedział 'Tak'. Zapytałem się czy był spalony, odpowiedział 'Nie'. Zapytałem czy był faul, odpowiedział 'Nie'. Zapytałem czy jest jakiś powód żebym anulował bramkę, dopowiedział 'Nie'.
- Widziałem, że po chwili Ray Houghton [były zawdonik Liverpoolu] podszedł do Geoff i zapytał się o całą sytuację. Mówił, że nie wie po co są te kłótnie - oni byli zaskoczeni stratą bramki.

26 Maj 1989 roku to jedna z najbardziej pamiętnych dat w historii klubu i każdego kibica. Dzięki trafnym decyzjom sędziów, północna część Londynu popadła w euforię.
- Czy byłem rozpoznawany przez kibiców Arsenalu? Nie, także piłkarze 'Kanonierów' nie pamiętali mnie! Rok później zorganizowaliśmy program radiowy o wydarzeniach z tego dnia. Zaprosili do siebie piłkarzy Liverpoolu i Arsenalu - znalazł się w tym gronie między innymi Perry Groves [piłkarz The Gunners] - a ja miałem być tajemniczym gościem. Kiedy wypowiedziano moje imię zapadła głucha cisza! Nikt nie wypowiedział choćby słowa uznania! - kontynuował Hutchinson.
- Jednak ten mecz to bardzo miłe wspomnienie. Gdy padł drugi gol, przypuszczałem, że jako jedyny wiem, że Liverpool nie będzie już Mistrzem, ponieważ jako jedyny zdawałem sobie sprawę, że zaraz to widowisko się zakończy. 'Kanonierzy' idelanie zdążyli ze strzeleniem tej bramki.
- Ponowne rozpoczęcie gry było tylko formalnością. Po ośmiu czy dziewięciu sekundach zagwizdałem w tym spotkaniu po raz ostatni. - zakończył.
Anfield '89: Co zrobili, co powiedzieli
Z okazji 20 rocznicy meczu na Anfield ‘89, Arsenal.com przeprowadził wywiad z kilkoma kluczowymi zawodnikami tamtego wieczoru, a także z innymi osobami związanymi z The Gunners. W tym gronie znajduję się między innymi strzelec pierwszej bramki – Alan Smith, a także obecny trener Arsene Wenger. Wszystkie wypowiedzi można przeczytać poniżej.
Przeczytaj o tym meczu na blogu kibiców Arsenalu!
ALAN SMITH - strzelec pierwszego gola
- 20 lat - gdzie one się podziały? To niesamowite. Nie wiedzieliśmy jak dużo czasu pozostało nam do końca spotkania, ale John Lukic [bramkarz Arsenalu] ciągle wyrzucał piłkę z rąk wyprowadzając nasze ataki. Lee Dixon [obrońca Arsenalu] przez cały czas pomagał mi i wiedziałem, że muszę pójść za ciosem gdyż lada moment sędzia mógł zakończyć spotkanie. Spostrzegałem okazję; dostałem piłkę i zobaczyłem też, że Mickey [Michael Thomas] idzie za akcją. Następnie dostał piłkę i ruszył na bramkę. Widziałem jak mijał zawodników Liverpoolu, a oni nie mieli nic do powiedzenia. To wydawało się proste, ale Mickey nigdy nie robił niczego szybko. Zrobił to co zawsze - zaczekał aż Grobbelaar [bramkarz Liverpoolu] wykona swój ruch, a wtedy on go przelobował. Po tej akcji rozpoczęła się wielka feta.
- Wracając do mojego gola. To był typowy rzut wolny, który ćwiczyliśmy na treningach. Byliśmy poirytowani tym, że wychodziło nam to okazjonalnie. Ja, Tony i Bouldy czekaliśmy na wrzutkę - odłączyliśmy się od reszty - wyskoczyliśmy najwyżej, a Tony rzucił się na piłkę. On nie miał szans na dojście do niej, ale odwrócił uwagę obrońców, a ja spokojnie pchnąłem ją do bramki.
- Było wiele kontrowersji związanych z tym golem - czy dotknąłem piłkę ręką, czy też był spalony, ale ja wiedziałem, że tylko pomogłem piłce w drodze do siatki. Walka dużo nie zmieniła. I tak dopadłem do tego podania. Po meczu, kilku piłkarzy z Liverpoolu mówiło, że widzieli jak sędzia liniowy podniósł chorągiewkę, ale tak nie było. Inni mówili, że nie dotknąłem piłki i bramka nie powinna być uznana [wykonywano rzut wolny pośredni]. Kiedy widzisz jak Ronnie Whelan i Steve McMahon krążą wokół sędziów, myślisz sobie, że gol nie będzie uznany. Jednak gdy sędzia wskazał środek boiska, cieszyliśmy się niezmiernie.

NIGEL WINTERBURN - lewy obrońca w meczu na Anfield
- Te dwadzieścia lat minęło bardzo szybko, ale gdy spojrzeć w przeszłość, wspomnienia z tego meczu są wspaniałe. Ciężko to opisać. Niedługo po moim dołączeniu do Arsenalu, zdobyłem Mistrzostwo ligi. Powinniśmy już wcześniej zapewnić sobie ten tytuł. Nasza sytuacja stała się kiepska po porażce z Derby i remisie z Wimbledonem. Plan był prosty - musieliśmy wygrać 2-0. To było trudne wyzwanie dla piłkarzy i dla całego klubu. Mimo wszytko udało się nam, a dla mnie to największe osiągnięcie z Arsenalem.
- Miałem nadzieję, że Mickey przepuści piłkę, ponieważ biegłem niedaleko niego! Jednak byłem około 10 jardów za nim i po cichu modliłem się aby trafił do siatki. Gdy piłka znalazła się w bramce, widziałeś jak zareagowałem i co to znaczyło dla nas wszystkich. To był cudowny wieczór.
- Mecz odbył się w piątkową noc, a świętowanie zakończyliśmy tydzień później! Szczerze, było to typowe [świętowanie] - wokół mnie 'latało' wiele drinków. Po spotkaniu wróciliśmy do Londynu i wyszliśmy na ulicę. Mimo wszystko, dla mnie liczą się bardziej wspomnienia niż sama celebracja.
LEE DIXON - prawy obrońca w meczu na Anfield
- Mam tyle wspomnień związanych z tym meczem. Największym jest chyba moment strzelenia gola przez Mickey Thomasa, gdy byłem jeszcze na boisku - popłakałem się ze szczęścia. Lukic i on byli najbliżej mnie, więc pobiegłem do nich. Pamiętam moje zapłakane oczy i skok na Mickey'a. Wtedy zrozumiałem, że jeszcze mecz się nie zakończył. Wytarłem łzy i wziąłem się w garść!
- Mój wkład w gol Mickey'a był ogromny. Powiedziałem Johnowi żeby nie podawał piłki do mnie, ponieważ do końca zostało niewiele czasu. Jednak zrobił to i nie miałem dużo możliwości do wyboru. Piłka dotarła do Smudgera, a reszta to już historia.
- Zero na tablicy wyników było tak samo ważne jak dwie bramki. George wystawił trzech obrońców. To zaskoczyło zarówno nas jak i Liverpool, ponieważ nie graliśmy tak do tej pory. Jednak to zadziałało. Trzymaliśmy się mężnie z tyłu i to frustrowało The Reds. Sądzę, że gdyby to Liverpool musiał wygrać, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Tymczasem oni zostawali z tyłu i relaksowali się, a my z tego skorzystaliśmy. Taktyka George'a była bezbłędna i należą mu się za to ogromne słowa uznania.
DAVID O'LEARY - środkowy obrońca w meczu na Anfield
- Nie mogę uwierzyć, ze minęło już 20 lat od tamtej nocy, ale przyznam, że mam stamtąd wspaniałe wspomnienia. Fantastycznie było zobaczyć się znowu z dawnymi kolegami na obiedzie, na Emirates Stadium. Moim największym wspomnieniem z tamtego meczu jest chyba moment strzelenia bramki przez Mickey'a Thomasa i reakcja po niej. Nasi kibice siedzieli w rogu i wspaniale nas dopingowali. Na stadionie był mój tata i mój brat, ale oczywiście nie mogłem ich zauważyć. Jednak wiedziałem, że cieszą się razem z innymi. To był wspaniały mecz i wspaniałe trofeum.

PERRY GROVES – rezerwowy w meczu na Anfield
- Nie odczuwam, że to już 20 lat, ale jak popatrzy się na piłkarzy wtedy i teraz widać, że minął już szmat czasu. Uważam, że zdobycie trofeów w 1987 i 1989 było swego rodzaju katalizatorem, który otworzył klub na inne puchary. Przywróciło to mentalność zwycięzców i dzięki temu możemy teraz podziwiać wspaniały stadion jakim jest – Emirates Stadium.
- Moim najważniejszym wspomnieniem z Anfield ’89 jest podróż na stadion. W autokarze znajdowało się 58 osób. Byli tam VIP-owie i udziałowcy, których nie widzieliśmy przez 20 lat. Musiałem przegonić jednego z nich, bo zajął moje miejsce! Kiedy znajdujesz się w autokarze i słyszysz ‘Oi, usiądę tam!’ – to bardzo relaksuje. Musieliśmy wygrać 2-0 i na nas ciążył wielki stres. Pojechać na Anfield i wygrać to realne zadanie, ale pojechać tam i wygrać 2-0 to praktycznie niemożliwe. Chłopcy byli zrelaksowani, a ja oglądałem mecz z ławki.
- Żeby być szczerym, gdy schodziliśmy do szatni przy stanie 0-0, trener powiedział nam, że musimy szybko strzelić na 1-0. Wtedy presja będzie na Liverpoolu, a my spokojnie trafimy drugi raz. Nie powiedział on wtedy, że kluczowa bramka padnie w 94 minucie, ale nigdy nie stracił wiary w nasze umiejętności. Gdy popytasz innych zawodników oni raczej mieli nadzieję na zwycięstwo, niż wierzyli w nie.
- Mickey był idealnym piłkarzem w tym momencie. Był dosyć cofnięty i mógł zasnąć będąc na swojej pozycji. Zepsuł okazję 10 minut wcześniej i to pokazało, że aby grać dla Arsenalu musisz mieć nie tylko umiejętności, ale także silną psychikę – a Thommo zaprezentował, że ją ma. Znalazł się w idealnym miejscu i stworzył historię. Jeśli był ktoś w twojej drużynie kto mógłby pogrążyć rywala, to był nim właśnie Thommo. Nawet gdy teraz oglądam tę akcję, sądzę, że obrońcy Liverpoolu chcieli go powstrzymać. Moim zdaniem to najlepszy gol w historii klubu.
ARSENE WENGER – obecny trener
- Nie widziałem tego spotkania, ponieważ w tamtym czasie [1989], my we Francji nie oglądaliśmy Angielskiej ligi. Uważaliśmy się za lepszych od nich i telewizja pokazywała mniej meczów innych lig europejskich niż teraz.
- Widziałem gole, ale nie cały mecz. Ten pojedynek stworzył historię, ponieważ druga bramka padła w ostatnich minutach. Nikt nie mógł przewidzieć, że Arsenal wygra wtedy 2-0. Zawsze gdy słyszysz ludzi rozmawiających o tym wydarzeniu, czujesz, że to specjalny moment w historii klubu. To niesamowite, czego dokonali Ci chłopcy. Od tamtej pory wygraliśmy na Anfield kilka razy w ten sam sposób. Niesamowite jest to, że Liverpool dominował wtedy na wyspach, a w dzisiejszych czasach nie wychodzi im to tak dobrze jak dawniej.
IVAN GAZIDIS – dyrektor sportowy Arsenalu
- To niewiarygodna różnica. 20 lat temu, siedziałem przed telewizorem i oglądałem to spotkanie, ale nie było ono dla mnie specjalnie ważne. Potem w 52 minucie mecz stał się ciekawszy, gdy gola zdobył Alan Smith. Wiedziałem wtedy, że obejrzę go do końca. Czułem się świetnie po strzeleniu drugiej bramki . To był niezwykły moment i nie powtórzy się nigdy więcej. Moja żona jest Amerykanką i próbowałem jej wytłumaczyć jak mało prawdopodobna była tamta sytuacja. Było tyle różnych elementów, które sprawiały, że wygranie tego spotkania przez The Gunners było niemal niemożliwe. To cudowne wydarzenie.
- Wszyscy razem świętowaliśmy 20 rocznicę tego pojedynku przy wspólnym obiedzie. To wspaniała tradycja, a także szczególne miejsce – Arsenal. Bardzo brakowało nam Davida Rocastle’a. On był jednym z kluczowych zawodników tamtej drużyny i myślę, że zagrał we wszystkich spotkaniach w tamtym sezonie. Mimo wszystko, fantastycznie było spotkać tych dawnych piłkarzy oraz zobaczyć jak kibice pamiętają o tym wydarzeniu.
Opracowanie: Michał & Mumin
Zdjęcia:
www.arsenal.com